Tytuł oryginału: Hulemannen
Tłumaczenie: Milena Skoczko
Stron: 390
Wydawnictwo: Smak Słowa
Istnieją ludzie niewidoczni dla otoczenia. Ludzie opuszczeni
i samotni, o których nikt nie pamięta. Żyją zamknięci w swoich czterech
ścianach, nie udzielają się towarzysko, nie utrzymują kontaktu z sąsiadami, nie
rzucają się w oczy. Taką osobą był Viggo Hansen, który siedział martwy w fotelu
przed włączonym telewizorem i dopiero po czterech miesiącach odnaleziono jego
zwłoki. Wcześniej nikt nie interesował się tym staruszkiem, ale jego śmierć
poruszyła Line, która jest dziennikarką. Postanawia napisać artykuł o Viggo,
przedstawiając na jego przykładzie temat dojmującej samotności i znieczulicy
społeczeństwa. Zadanie, którego się podjęła, okazuje się trudniejsze niż przypuszczała.
Dziennikarskie śledztwo Line na temat życia Viggo
Hansena toczy się równolegle z policyjnym dochodzeniem w sprawie
niezidentyfikowanych zwłok odnalezionych na miejscu plantacji choinek. Mamy więc dwa
kierunki, w których biegnie akcja powieści. Z jednej strony śmierć w
samotności, portret człowieka wyalienowanego i próba odpowiedzi na pytanie,
dlaczego wybrał taki tryb życia. Line stara się dotrzeć do osób, które znały
Viggo i mogłyby opowiedzieć o nim cokolwiek, ale wyniki jej rozmów są mało
satysfakcjonujące. Kobieta jednak odkrywa coś zupełnie innego. Drugi wątek to
opis pracy policji, pojawia się nowy trop w sprawie, który zmienia
obraz sytuacji i śledztwo nabiera większego rozmachu.
Akcja powieści nie należy do tych dynamicznych i porywających z licznymi zwrotami, ale książkę czyta się szybko za sprawą krótkich rozdziałów i dwóch przeplatających się wątków, które
mają ze sobą więcej wspólnego niż wyglądało to na pierwszy rzut oka. Intryga
jest całkiem zgrabnie skonstruowana z ciekawym motywem kradzieży tożsamości, który
mógłby być bardziej szczegółowo opisany. Temat jaskiniowców, czyli osób
podszywających się pod kogoś innego, ma w sobie spory potencjał, ale tutaj nie
został w całości wykorzystany. Autor zaintrygował, ale nie zdołał w pełni
zaspokoić ciekawości. Niewiele uwagi poświęcono też bohaterom, znamy ich imiona i wiemy, czy się zajmują.
I niewiele więcej. Przez taką ubogą charakterystykę postaci sprawiają wrażenie
mdłych i szablonowych.
W Jaskiniowcu autor
poruszył problem społeczny, jakim jest samotność, znieczulica innych i brak
zainteresowania najbliższym otoczeniem. I odniosłam wrażenie, że zagadka kryminalna jest tylko pretekstem do ukazania tego aspektu psychologicznego. Para głównych bohaterowie jest mało wyrazista, a proceder kradzieży
tożsamości został przedstawiony nieco oględnie. Tempo jest raczej stonowane, akcja dopiero rozkręca się pod koniec książki. Ostatecznie Jaskiniowca odebrałam jako dość średni kryminał.