niedziela, 31 marca 2013

Zegarmistrz - Jeffery Deaver



Tytuł oryginału: The Cold Moon
Tłumaczenie: Łukasz Praski
Stron: 390
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka


Jeffery Deaver to jeden z najbardziej popularnych autorów kryminałów i thrillerów, a jego książki cieszą się sporym uznaniem wśród fanów tego gatunku. Z wykształcenia jest dziennikarzem i prawnikiem, co pewnie bardzo mu pomaga w tworzeniu wszelakich intryg i pisaniu o wymiarze sprawiedliwości. Na mojej liście ulubionych pisarzy Deaver znajduje się dość wysoko, zwłaszcza ze względu na serię o Lincolnie Rhyme i Amelii Sachs. Ta para detektywów pojawia się właśnie w Zegarmistrzu, który jest siódmą częścią o ich zmaganiach ze światem przestępczym.

Dochodzi do dwóch morderstw, a sprawca pozostawił na miejscu zbrodni tajemniczy wiersz oraz zegar, który swoim głośnym tykaniem ma uświadomić ofiarom, ile czasu pozostało im do śmierci. Wszystko wskazuje na to, że policja ma do czynienia z seryjnym mordercą. W sprawę angażuje się Rhyme, który znany jest ze swojej przenikliwości, oraz Sachs, która równocześnie prowadzi jeszcze jedno śledztwo dotyczące upozorowanego samobójstwa. Zegarmistrz, jak kazał nazywać się zabójca, jest niezwykle precyzyjny i nie pozostawia żadnych śladów, ale policji udaje się mu przeszkodzić w dokonaniu następnej zbrodni. Jaki jest motyw mordercy i dlaczego wybiera właśnie te osoby na swoje ofiary? Tymczasem Sachs w swoim drugim dochodzeniu zbliża się do niewygodnej prawdy i poznaje fakty z przeszłości, które wyprowadzają ją z równowagi. Co takiego odkryła?

Największym atutem tej książki jest kreacja bohaterów, Deaver stworzył oryginalny duet detektywów. Sachs zajmuje się badaniem miejsc zbrodni i zbieraniem śladów. Rhyme natomiast jest niemal w całości sparaliżowany i zazwyczaj nie opuszcza swojego mieszkania, ale jest diabelnie inteligentny i zwraca uwagę na każdy szczegół, z pozornie mało istotnego dowodu potrafi wydedukować mnóstwo cennych wskazówek. Dodatkowo w tej części po raz pierwszy pojawia się Kathryn Dance, specjalistka od kinezyki. Jej praca polega na obserwacji i analizie mowy ciała świadków i podejrzanych, po ustaleniu wzorca zachowań potrafi powiedzieć, czy przesłuchiwana osoba kłamie. Fragmenty z jej udziałem były bardzo interesujące, jej umiejętności robią wrażenie. I jeszcze sam morderca, również intrygująca postać i o wiele bardziej skomplikowana niż można na początku przypuszczać. Zresztą, jak to u Deavera bywa, wydawałoby się, że wszystko jest już powiedziane i sprawa zakończona, a tu nagle następuje seria nieoczekiwanych wydarzeń i akcja pędzi w zupełnie innym kierunku niż dotychczas.

Muszę przyznać, że intryga jest nieźle zakręcona. Deaver bezczelnie manipuluje czytelnikiem, zaskakując na każdym kroku. Akcja trzyma w napięciu do ostatniej strony, bo wiele tropów daje mylne pojęcie i naprawdę trudno odgadnąć prawdziwe motywy mordercy, a rozwój wydarzeń jest nie do przewidzenia. Czytałam zarzuty, że autor trochę przedobrzył, ale mi to zupełnie nie przeszkadzało. Uwielbiam takie zagmatwane historie. Zegarmistrz to bardzo dobry kryminał, bo oprócz zawiłej intrygi i niebanalnych bohaterów, pojawia się dużo informacji na temat kryminalistyki, m.in o różnych metodach śledczych, technikach rozpoznania. Ciekawym elementem była też wspomniana kinezyka - za pomocą gestów, mimiki, tonu głosu również można wyczytać sporo potrzebnych informacji. Autor umiejętnie połączył dwa wątki i mamy okazję jednocześnie śledzić przebieg dwóch dochodzeń, co jest dodatkowym urozmaiceniem. Jeśli jeszcze nie znacie książek Deavera, to gorąco zachęcam, bo warto.

środa, 27 marca 2013

Córka kata - Oliver Pötzsch



Tytuł oryginału: Die Henkerstocher
Tłumaczenie: Edyta Panek
Stron: 477 
Wydawnictwo: Espirt


Oliver Pötzsch akcję swojej powieści osadził w XVII wieku, czyli w okresie pełnym krwawych wojen, tortur, polowań na czarownice i całym szeregiem zabobonów. Niemal wszystkie te elementy można odnaleźć w Córce kata. Co ciekawe, sam autor jest potomkiem Kuislów – najsłynniejszej dynastii katów w Bawarii, czyli nie stworzył całkowicie fikcyjnego bohatera, tylko pisał o swoim przodku, oczywiście dodając coś od siebie i odpowiednio ubarwiając historię.

W Schongau dochodzi do morderstwa dziecka, na ramieniu ofiary widnieje tajemniczy symbol. Mieszkańcy są przekonani, że to sprawka czarownicy i winną znajdują momentalnie. Oskarżają akuszerkę Martę Stechlin, z którą zamordowany chłopiec spędzał dużo czasu. Pisarz sądowy chcąc uzyskać zeznania, domaga się, aby oskarżona została poddana torturom. Kat nie wierzy, że to Marta stoi za tym zabójstwem i postanawia odkryć prawdę na własną rękę. Razem z miejscowym medykiem Simonem i córką Magdaleną zaczynają prowadzić małe śledztwo, które nie jest mile widziane, bo przecież winna jest już w więzieniu. Tymczasem dochodzi do kolejnego morderstwa i innych podejrzanych wydarzeń.

Fabuła została osadzona w ciekawej scenerii i jest to duży atut tej książki, jeśli oczywiście lubicie powieści historyczne. Autor stanął na wysokości zadania i bardzo plastycznie oraz ze sporą dawką autentyzmu oddał ducha ówczesnej epoki. Na przykładzie małego miasteczka Schongau pokazał codzienny rytm życia poszczególnych mieszkańców, widać wyraźny rozdźwięk między osobami ważnymi i szanowanymi, a całą resztą społeczeństwa. Pötzsch ze szczegółami przybliżył pracę kata, serwując czytelnikowi niezwykle drobiazgowy opis narzędzi oraz samego procesu torturowania. Aż mnie zaczynały palce boleć, jak czytałam o miażdżeniu kciuków. Bardzo zaciekawiło mnie też, jak wyglądało życie kata w miasteczku i to, w jaki sposób był odbierany przez inne osoby. Jakub Kuisl jawił się niczym zły omen, na jego widok odmawiano zdrowaśki, a przecież był jednym z ważniejszych mieszkańców. Oczywiście nie mogło zabraknąć polowania na czarownice i mamy okazję się przekonać, jak szerzy się zabobon i ciemnota. Dzieci zostały zamordowane, wybucha pożar, koza zdechła, chleb się przypalił – to wszystko sprawka kobiety, która podobno ma konszachty z samym diabłem. Nieważne, że jest niewinna. Musi się przyznać, potem ją trzeba spalić na stosie, aby w miasteczku znowu zapanował spokój.

Autorowi mogę jeszcze na plus zapisać kreacje bohaterów, postaci są barwne i ciekawie zarysowane. Teraz przyjdzie czas na ale. Spodziewałam się, że Córka kata będzie zajmującą powieścią z intrygującą zagadką, a prawdę mówiąc, to cały ten wątek kryminalny był dla mnie nieco nużący. Niestety, jako kryminał książka wypada dość słabo. Pomysł był ciekawy, ale akcja niepotrzebnie się rozwlekła i nie trzymała w napięciu, niektóre fragmenty były przegadane, a ostateczne rozwiązanie zagadki nie zrobiło na mnie większego wrażenia. Nawet przeczuwałam, kto stoi za tymi morderstwami, a wytłumaczenie, skąd pojawił się tajemniczy znak, też mnie trochę zawiodło. Pomijając tę kwestię, książka nie jest najgorsza, realia historyczne zostały przedstawione bardzo wiarygodnie, bohaterowie są barwni, zwłaszcza postać kata jest bardzo intrygująca, pojawia się nawet wątek romansowy, ale w żaden sposób nie dominuje nad treścią – na jego przykładzie autor pokazał, że przekroczenie niektórych granic może nieść ze sobą potępienie otoczenia. Córkę kata określiłabym jako dobrą książkę obyczajową z historią w tle i średnio udanym wątkiem kryminalnym, coś dla fanów powieści historycznych. 

niedziela, 24 marca 2013

Ghostman - Roger Hobbs



Tytuł oryginału: The Ghostman
Tłumaczenie: Maciej Szymański
Stron: 339
Wydawnictwo: Rebis


Ostatnio mam szczęście, bo trafiam na udane debiuty. Tym razem w moje ręce trafił Ghostman, debiutancka powieść Rogera Hobbs’a. Autor w szybkim tempie odniósł ogromny sukces, ponieważ książkę przetłumaczono na kilkanaście języków, a prawa do ekranizacji zostały już wykupione przez Warner Bros. W czym tkwi fenomen tego młodego i początkującego pisarza? Hobbs postanowił zaserwować czytelnikom thriller z elementami sensacji, ciekawie skonstruowaną fabułą i barwnymi bohaterami, a wszystko podszyte niemałą dawką brutalności.

Napad na kasyno w Atlantic City był planowany od dłuższego czasu i wydawałoby się, że każdy szczegół jest dopracowany, a sukces zapewniony. Nic bardziej mylnego, ponieważ cała akcja kończy się fiaskiem. Marcus, który był pomysłodawcą skoku, musi zatuszować całą sprawę i prosi o pomoc Jacka, który jest jego dłużnikiem. Jack przyjmuje to zlecenie, jego zadaniem jest zatrzeć wszystkie ślady i odnaleźć skradzione pieniądze. Nie dość, że zaraz po przyjeździe na miejsce czeka go konfrontacja  z agentką FBI, to jeszcze po piętach depcze mu człowiek, który znany jest ze swojego okrucieństwa.

Motyw skoku rabunkowego na bank, bądź kasyno jest dość często wykorzystywany w filmach, na pewno kojarzycie niejedną produkcję w takich klimatach. Jak z tematem poradził sobie Roger Hobbs? Książka jest powieleniem już utartych schematów, czy może autor wyszedł przed szereg i zaprezentował nam nieszablonową historię? Otóż, nie uraczymy dwóch zbirów z pończochą na głowie, którzy wpadają do banku i strzelają spanikowani, nie będzie też drugiego Johna Dillingera, który był jednym z najlepszych w swoim fachu. Hobbs ten cały zbrodniczy precedens przedstawił jako swoistą sztukę. Sztukę z dokładnym scenariuszem i odpowiednimi aktorami, którzy biorą udział w długich przygotowaniach. Mamy okazję skrupulatnie poznać całą ekipę, każdy ma swoją rolę i jest odpowiedzialny za inny aspekt skoku. Wszyscy muszą być ze sobą zgrani i darzyć siebie zaufaniem, aby akcja zakończyła się sukcesem. Trzeba tylko pamiętać, że nie będzie próby generalnej. Bez wątpienia ci ludzie to profesjonaliści, znają się na swojej robocie i doskonale wiedzą, jak odegrać ten spektakl.

Każda osoba z tej zbrodniczej grupy jest niezbędna, ale kim jest tytułowy ghostman? To chyba najbardziej intrygująca postać, ponieważ jest to człowiek o wielu twarzach. To prawdziwy ekspert w znikaniu, a swoją tożsamość potrafi zmienić w zaledwie kilka minut. W jaki sposób? Najbardziej oczywiste to przeobrażanie się pod względem zewnętrznym, czyli inny kolor włosów, soczewki kontaktowe, odpowiedni makijaż, strój. Nieco trudniejszym aspektem jest zmiana nawyków, sposobu chodzenia, tonu głosu – wymaga to wielu ćwiczeń i samozaparcia. Właśnie ghostman jest głównym bohaterem i zarazem narratorem powieści. Nie wiemy, jak naprawdę się nazywa, ponieważ używa wielu nazwisk, ale za to dokładnie poznajemy na czym polega jego praca. Jest to człowiek bardzo inteligentny, albo po prostu posiada niebywałą intuicję. Przyznaję, że z niemałą fascynacją obserwowałam jego sposób działania i byłam pod wrażeniem umiejętności odnalezienia się w niemal każdej sytuacji.

Akcja powieści biegnie dwutorowo, ponieważ obok toczących się obecnie wydarzeń, pojawiają się retrospekcje dotyczące nieudanej akcji sprzed pięciu laty. Oba wątki współgrają ze sobą i sprawiają, że lektura jest jeszcze bardziej interesująca. Mamy do czynienia z przestępczym półświatkiem, począwszy od wspomnianych napadów rabunkowych, poprzez handel narkotykami, a kończąc na walce o wpływy. Ciekawej intrygi też nie brakuje, z niecierpliwością śledziłam rozwój wydarzeń, zastanawiając się, jaki będzie finał tej historii. Roger Hobbs, jak na debiut poradził sobie całkiem przyzwoicie, bo fabuła jest wciągająca, bohater ma w sobie coś przyciągającego, akcja jest dobrze rozegrana i trzyma w napięciu. Krótko podsumowując, Ghostman to dobry thriller sensacyjny i warto zaryzykować z lekturą.

Recenzja bierze udział w konkursie Syndykatu Zbrodni w Bibliotece

środa, 20 marca 2013

Cichy wielbiciel - Olga Rudnicka



Stron: 440
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka


Bukiety kwiatów, liściki z miłosnym wyznaniem, drobne prezenty to dość romantyczne gesty, prawda? Jednak, kiedy tajemniczy adorator robi się coraz bardziej nachalny i wydzwania po kilkanaście razy dziennie, wysyła mnóstwo smsów, uzewnętrzniając swoje gorące uczucia, ale o sobie nie mówiąc ani słowa, robi się już mniej sympatycznie. Jest to wręcz niepokojące. Ze zjawiskiem stalkingu zetknęłam się po raz pierwszy właśnie przy lekturze Cichego wielbiciela Olgi Rudnickiej. Było to zarazem moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki i stwierdzam, że całkiem udane.

Julia Rogacka to młoda kobieta i tak naprawdę to nie wyróżnia się niczym szczególnym: niedawno skończyła studia, pracuje, ma swoje grono przyjaciół i chłopaka, z którym niestety dość rzadko się widuje. Po powrocie z urlopu otrzymuje bukiet róż i od tego drobnego gestu zaczął się koszmar Julii. Kwiaty bowiem nie są od Pawła, jej chłopaka, ale od tajemniczego wielbiciela, który nie chce się ujawnić. Przez kolejne tygodnie Julia dostaje głuche telefony po kilkanaście razy dziennie, smsy z wyrazami miłości, które są coraz bardziej niepokojące, nawet zmiana numeru telefonu nie pomogła. Dziewczyna nie potrafi powstrzymać nękania, interwencja na policji też nie przyniosła oczekiwanego rezultatu. Kim jest ten tajemniczy mężczyzna i dlaczego wybrał właśnie Julię na swój obiekt westchnień?

Dotychczas miałam zaledwie nikłe pojęcie o stalkingu i dopiero książka Olgi Rudnickiej uświadomiła mi, jak niebezpieczne jest to zjawisko. Z niedowierzaniem i dziwnym uczuciem niepokoju śledziłam rozwój akcji, która jest na swój sposób przerażająca. Zacznę może od znajomych Julii, których podejścia zupełnie nie mogłam zrozumieć. Owszem, początkowo można chichotać pod nosem i wzdychać, jakie to romantyczne dostać kwiaty od cichego wielbiciela, ale jest przecież pewna granica. Dziwię się przyjaciółkom Julii, które uznały ją za paranoiczkę, kiedy dziewczyna zaczęła narzekać na nasilające się telefony. Z wielkim opóźnieniem uświadomiły sobie, że sytuacja jest naprawdę poważna. Można zaobserwować całkowitą zmianę postawy głównej bohaterki, która stała się cieniem samej siebie. Zniknęła pełna optymizmu Julia, a na jej miejscu pojawiła się nerwowa dziewczyna, która łykała środki uspokajające. Padły też oskarżenia ze strony bliskich osób, że to Julia jest winna i powinna mieć pretensje wyłącznie do siebie. Nie dziwne, że ta sytuacja ją przerosła.

Sposób działania stalkera jest banalnie prosty. Dzisiaj, kiedy niemal wszyscy mają konta na różnych portalach społecznościowych, wcale nie jest trudno znaleźć kilka użytecznych informacji. Na podstawie zdjęć, znajomych, czy wpisów można wyczytać coś istotnego i zacząć działać. Poza tym stalkera nic nie jest w stanie zniechęcić, bo każdą reakcję ze strony swojej ofiary będzie tłumaczył na swój sposób. Jest zdenerwowana? Na pewno miała ciężki i męczący dzień w pracy. Jest smutna? Coś musiało się stać, jestem jedyną osobą, która może ją pocieszyć. Nawrzeszczała na mnie? Jestem w stanie jej to wybaczyć, przecież ona jest taka wrażliwa… itd. I jak tu walczyć z takim człowiekiem, do którego nic nie dociera? Dopiero od niedawna w przepisach prawnych pojawiła się zmiana dotycząca takiej formy nękania.

Ta historia jest po prostu upiorna, na pozór niewinny gest dał początek koszmarowi, z którym musiała zmierzyć się bohaterka. Rudnicka w niezwykle realistyczny sposób przedstawiła całą sytuację i jak sama autorka napisała w posłowiu, przerażające jest to, że ofiarą stalkingu może paść każdy i to nieświadomie, nic nieznacząca sytuacja może przynieść niebezpieczne konsekwencje. Książkę warto przeczytać, temat jest niełatwy i możliwe, że dla wielu osób jeszcze nieznany. 

Recenzja bierze udział w konkursie Syndykatu Zbrodni w Bibliotece

niedziela, 17 marca 2013

Krucyfiks - Chris Carter



Tytuł oryginału: The Crucifix Killer
Tłumaczenie: Katarzyna Procner-Chlebowska
Stron: 423
Wydawnictwo: Sonia Draga


Krucyfiks to debiutancka powieść Chrisa Cartera i muszę przyznać, że autor postawił sobie dość wysoką poprzeczkę, ponieważ jest to naprawdę obiecujący i udany debiut. Co ciekawe, Carter z zawodu jest psychologiem kryminalnym i skrupulatnie wykorzystał swoją wiedzę, ponieważ podczas lektury można wychwycić wiele cennych i interesujących informacji z zakresu kryminologii i profilowania, autor nawet udowadnia, jak wiele szczegółów może zdradzić mowa ciała. Bohater Krucyfiksa jest niczym Sherlock Holmes, fabuła wciąga, a rozwój akcji prowadzi do nieprzewidywalnego finału.

W opuszczonej chacie znaleziono zwłoki nagiej kobiety. Przed śmiercią była torturowana, a na jej karku morderca zostawił swoją wizytówkę: symbol podwójnego krzyża. Do sprawy przydzielono Roberta Huntera i jego nowego partnera. Śledztwo, które prowadzą, przypomina inne sprzed laty, jednak sprawca tamtych zabójstw został złapany i stracony. Początkowo policja uważa, że mają do czynienia z naśladowcą, lecz rozwój wypadków temu przeczy. Czyżby wcześniej skazano niewłaściwego człowieka, a prawdziwy morderca nadal żyje i znowu zaczął zabijać? Hunter otrzymuje telefon i słysząc znajomy głos zabójcy, jest pewien, że koszmar się nie skończył. Czy morderca nadal pozostanie bezkarny?

Książka zawiera wszystko, co powinien mieć w sobie przyzwoity thriller. Trzyma w napięciu i intryguje już od pierwszych stron, ponieważ historia zaczyna się dość mocnym akcentem. Nie brakuje makabrycznych opisów morderstw, a w tej kwestii pomysłów bez wątpienia nie brakuje. Strzelanie w głowę, podrzynanie gardła, czy duszenie linką jest przestarzałe i niemodne. Czarny charakter przygotował dla swoich ofiar zupełnie inny rodzaj śmierci, która ma być karą i przysporzyć wiele cierpienia. Seryjny morderca? A jakże, przecież nie mogło zabraknąć psychopaty, który jest głuchy na błaganie o litość. Niełatwo odgadnąć, z kim tak naprawdę mamy do czynienia. Może to być fanatyk religijny przekonany, że wypełnia boską misję, albo inteligentny i wyrachowany człowiek, który ma po prostu makabryczne hobby. Dla zachowania równowagi musiał się znaleźć porządny stróż prawa i proszę bardzo, w lewym narożniku stoi Robert Hunter, błyskotliwy detektyw ze sporą wiedzą psychologiczną i całym zapleczem zakończonych sukcesem śledztw. Jak zakończy się ten pojedynek?

Krucyfiks to jeden z lepszych thrillerów, jakie ostatnio czytałam. Początek książki od razu skojarzył mi się z filmem Piła, ponieważ obie historie są w bardzo podobnych klimatach. Morderca w thrillerze Cartera ma wiele wspólnego z Jigsaw'em, oboje zapraszają do gry na swoich zasadach i nie brakuje im pomysłowości w mordowaniu, ale mają nieco inne motywy działania. Tutaj czas na drugie skojarzenie, tym razem z filmem Siedem, ponieważ ofiarami padają osoby, które, w mniemaniu mordercy, są grzesznikami i zasługują na karę. Chciałabym jednak zaznaczyć, że nie jest to żadna kalka wobec wymienionych wyżej produkcji. Autor wykorzystał podobne motywy, ale skonstruował nieprzewidywalną i przerażającą fabułę, która zapewnia spory dreszczyk emocji. Powieść dopracowana jest w każdym szczególe i trochę obawiałam się marnego zakończenia. Wiele dobrych kryminałów rozczarowuje kiepską końcówką, ale w przypadku Krucyfiksa ten zarzut nie ma racji bytu. Takiego rozwoju akcji się nie spodziewałam, kilka tropów dawało zupełnie mylne pojęcie, autor zaserwował  nam naprawdę świetnie przemyślaną i zaskakującą intrygę.

Tak teraz myślę, chyba inaczej powinnam zacząć tę opinię, aby wprowadzić w odpowiedni nastrój, więc niech to będzie jako parę słów podsumowania. Przez lata przeczytaliście mnóstwo książek, wśród których znalazły się rewelacyjne lektury, a także takie, które wspominacie już z mniejszych entuzjazmem. W księgarniach szukaliście fantastycznych opowieści pełnych dziwnych stworów i legend, albo historii miłosnych, które wzruszają sentymentalnym zakończeniem. W bibliotece pytaliście o książki historyczne, albo o kolejny skandynawski kryminał. Jaką decyzję podejmiecie tym razem? Daję Wam szansę, abyście dokonali wyboru. Świetny thriller trzymający w napięciu, albo następna nudna i przewidywalna powieść. Wasz wybór.

Recenzja bierze udział w konkursie Syndykatu Zbrodni w Bibliotece

piątek, 8 marca 2013

Milczenie owiec - Thomas Harris



Tytuł oryginału: The Silence of the Lambs
Tłumaczenie: Andrzej Szulc
Stron: 334
Wydawnictwo: Amber 


Jest ktoś, kto nie słyszał o kultowym Hannibalu Lecterze? Ten bohater wpisał w kanon i wiedzie prym wśród seryjnych morderców, budząc jednocześnie grozę i szacunek. Milczenie owiec to klasyka gatunku i miłośnicy thrillerów psychologicznych nie powinni poczuć się rozczarowani lekturą. Książka została przeniesiona na ekran i jeśli jeszcze nie znacie tej historii, to polecam najpierw zacząć od wersji papierowej, a potem dopiero obejrzeć film. W takiej kolejności wrażenia będą o niebo lepsze.

Clarice Starling, studentka Akademii w Quantico, zostaje wysłana do szpitala psychiatrycznego, aby porozmawiać z Hannibalem Lecterem. Doktor Lecter to wybitny psychiatra, który dopuścił się kilku makabrycznych morderstw i od paru lat przebywa w zamknięciu pod ścisłą kontrolą. Mężczyzna w pewnym stopniu pomaga Clarice rozwiązać sprawę fali zabójstw, których ofiarami padają młode kobiety. Buffalo Bill, jak został ochrzczony morderca, porywa dziewczyny z różnych zakątków, przez parę dni je przetrzymuje, następnie obdziera ze skóry, a ciała porzuca i zaraz szuka kolejnej kandydatki. Sprawa staje się jeszcze bardziej pilna, kiedy zostaje porwana córka pani senator, a Lecter wykorzystuje sytuację, zapewniając, że zna nazwisko mordercy.

O Milczeniu owiec już chyba wszystko zostało powiedziane i raczej nie dodam nic oryginalnego. Bez wątpienia na największą uwagę zasługuje postać Hannibala Lectera, który stał się już legendą. Autor wykreował jednego z najsłynniejszych, oczywiście z grona tych fikcyjnych, seryjnych morderców. Doktor Lecter to wyjątkowy i na swój sposób przerażający bohater, inteligentny, opanowany i diabelnie cierpliwy, a co najważniejsze z dość potwornym zacięciem względem swoich ofiar. Jego osobowość jest najbardziej intrygującym aspektem tej książki. Drugi morderca nie wzbudza już tego osobliwego respektu, chociaż nie można mu odmówić makabrycznej finezji w zbrodniczym działaniu. Warto jeszcze wspomnieć o Clarice Starling, która jest dopiero adeptką na agenta FBI. Jej rozmowy z Lecterem są ciekawym elementem powieści, nie tylko wnoszą istotne informacje o toczącym się śledztwie, ale zdradzają nieco szczegółów o samych bohaterach. Tak poza tym, to nie znalazłam jednoznacznej i zadowalającej odpowiedzi, dlaczego Hannibal wybrał akurat Starling na rozmówcę.

Akcja toczy się całkiem przyzwoicie, pojawiają się różne obiecujące tropy, ale sprawca jest znany już tak w połowie książki. Niektórzy mogą uznać to za wadę, ale Harris wyszedł z  tego obronną ręką, fabuła trzyma w napięciu, przede wszystkim za sprawą doktora Lectera. Interesującym akcentem był jeszcze opis nauki i szkolenia na agenta FBI, różnorodne zajęcia z kryminalistyki, psychologii, ciężkie treningi i praca w terenie, chociaż teraz, po dwudziestu latach, przypuszczalnie wygląda to nieco inaczej. Powieść niestety oceniam przez pryzmat filmu, który widziałam wcześniej. Ekranizacja jest bowiem rewelacyjna, a Anthony Hopkins w roli Hannibala to mistrzostwo, nic dziwnego, że dostał Oscara. Pokuszę się o stwierdzenie, że film jest ździebko lepszy od książki (a rzadko się zdarza, żeby ekranizacja robiła większe wrażenie), ale powieść oczywiście też warto przeczytać. Milczenie owiec to bardzo dobry thriller psychologiczny z ciekawą fabułą, nieszablonowymi bohaterami i makabrycznymi morderstwami. Polecam zarówno książkę, jak i film.

środa, 6 marca 2013

Tajemnica Noelle - Diane Chamberlain



Tytuł oryginału: The Midwife’s Confession
Tłumaczenie: Agnieszka Barbara Ciepłowska
Stron: 472
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka


Kilka razy spotkałam się z opinią, że książki Diane Chamberlain są w bardzo podobnym stylu, co powieści Jodi Picoult, którą notabene bardzo lubię. Właśnie dlatego zdecydowałam się zapoznać z twórczością pani Chamberlain i była to słuszna decyzja, ponieważ autorka potrafi zaintrygować poruszającą opowieścią i wpleść trochę kontrowersji. Tajemnica Noelle okazała się bardzo życiową historią z niemałym bagażem emocji, sekretami, problemami dnia codziennego i przyjaźnią naznaczoną poczuciem winy, ale jednocześnie szczerą miłością.

Emerson, Tara i Noelle to przyjaciółki, które znają się jeszcze od czasów studiów. Wydawałoby się, że nie mają przed sobą tajemnic, każda może liczyć na drugą i razem tworzą nierozerwalne trio. Wraz z samobójstwem Noelle to przekonanie legło w gruzach. Emerson i Tara nie mogły zrozumieć, co skłoniło przyjaciółkę do tak drastycznego kroku i obwiniały siebie, że nic wcześniej nie zauważyły. Dodatkowo Tara niedawno straciła męża, a teraz spada na nią kolejny cios. Ma w sobie jednak dość siły, aby wraz z Emerson porządkować rzeczy Noelle i gdy trafiają na wstrząsający list, postanawiają odkryć prawdę o śmierci przyjaciółki. Tym samym otworzyły puszkę Pandory, ponieważ sekret skrywany przez Noelle to dramat nie tylko jednej osoby, a odkrycie prawdy bezpowrotnie zmieni dotychczasowe życie.

Tematy poruszone w Tajemnicy Noelle to typowe wątki, które można znaleźć w każdej powieści obyczajowej, jednak autorka przedstawiła całą problematykę w nietuzinkowy sposób. Zaskakujące fakty wychodzą na jaw w trakcie małego śledztwa, które Em i Tara postanowiły wszcząć po samobójstwie ich przyjaciółki. Z każdą kolejną informację Noelle stawała się dla nich coraz bardziej odległa i obca, jakby na co dzień przybierała maskę i bała się dopuścić kogokolwiek do swoich myśli i uczuć. Na przykładzie tych trzech kobiet bardzo widoczna jest kwestia przyjaźni, radosnej i pełnej uśmiechów, ale chwilami też niełatwej i pełnej wyrzeczeń. Przyjaźni prawdziwej i wyjątkowej, w której każda ze stron jest gotowa do poświęceń. Gdzie jednak leży granica uszczęśliwiania drugiej osoby? Noelle przekroczyła tę linię, nie chcąc przysporzyć cierpień komuś bliskiemu, a może ze strachu o samą siebie. Jej postępek można zrozumieć, ale zaakceptowanie takiego zachowania już nie jest takie proste, a może i niemożliwe. Autorka wplata również inne wątki, które idealnie współgrają z całością. Wstrząsający sekret Noelle pośrednio łączy się z istotą macierzyństwa i tej kwestii pisarka także poświęca sporo uwagi. Ciekawym aspektem były trudności Tary w porozumiewaniu się z córką, która po śmierci ojca całkowicie odcięła się od matki. I jeszcze zupełnie inny obraz macierzyństwa na przykładzie Anny, która każdego dnia zmaga się z perspektywą, że jej dziecko umiera na białaczkę. Dodatkowo bohaterki zmierzają się również ze śmiercią bliskiej osoby, a każda żałobę przeżywa na swój sposób.

Jak widać poruszonych wątków jest dość sporo, ale wszystkie idealnie się ze sobą komponują i tworzą poruszającą historię. Każdy rozdział opisany jest z perspektywy innej bohaterki, co było dobrym posunięciem ze strony autorki. W żadnym wypadku nie powoduje to nieścisłości, pisarka w umiejętny sposób połączyła rozgrywające się wydarzenia ze stanem emocjonalnym każdej postaci. A emocji w tej powieści na pewno nie brakuje. Chamberlain potrafi pisać o uczuciach, bez wątpienia, a to w powieściach obyczajowych dość istotna kwestia. Kreacji bohaterów nie mogę niczego zarzucić, jest bardzo realistyczna, każda z postaci ma swoje wady, słabości, marzenia i przekonania. Historia jest w gruncie rzeczy przewidywalna, ale mimo to z niedowierzaniem i nutką niepokoju śledziłam rozwój akcji, książka jest bardzo wciągająca. Lektura dostarczyła mi niemało wrażeń i jestem miło zaskoczona Tajemnicą Noelle, to na pewno nie było moje jedyne spotkanie z twórczością Chamberlain.

niedziela, 3 marca 2013

Dziewczyna, która chciała się zemścić - Anders Roslund & Börge Hellström



Tytuł oryginału: Box 21
Tłumaczenie: Beata Walczak-Larsson
Stron: 463
Wydawnictwo: Albatros


Dziewczyna, która chciała się zemścić (jakaś larssonowska moda nadawania tytułów?) to kolejna pozycja spod znaku 'skandynawski kryminał'. Nie jest to jednak schematyczna powieść kryminalna jakich wiele, autorzy wykorzystali dość trudną tematykę i w książce można znaleźć wszystko, co najgorsze: przemoc, okrucieństwo, handel kobietami, narkotyki, śmierć.

Lydia przed trzema laty przyjechała do Szwecji przekonana, że czeka ją dochodowa praca. Zostaje sprzedana do domu publicznego, gdzie każdego dnia jest gwałcona, bita i upokarzana. Dziewczyna naraża się swojemu 'opiekunowi' i skatowana trafia do szpitala. Obiecuje sobie, że to się musi skończyć, że nigdy więcej nie dopuści do podobnej sytuacji. Układa plan, a w jego realizacji pomaga jej przyjaciółka, która dostarcza do szpitala broń i materiał wybuchowy. Lydia zamyka się w prosektorium i bierze zakładników, żądając tylko jednej rzeczy. Podaje nazwisko i domaga się, aby ta osoba pojawiła się tu jak najszybciej. Sprawę prowadzi Ewert Grens, policjant z dużym doświadczeniem, który jednocześnie zajmuje się śledztwem dotyczącym Langa, który dopiero wyszedł z więzienia i już zdążył popełnić kolejne przestępstwo. Grens pragnie się na nim zemścić, a osobiste pobudki nie pozwalają mu myśleć racjonalnie.

Dziewczyna, która chciała się zemścić nie jest typowym kryminałem ze zwłokami i inteligentnym śledczym, który umiejętnie prowadzi śledztwo, aż w końcu dzięki dedukcji i obciążającym dowodom łapie zwyrodniałego mordercę. Nie, w tej książce nie odnajdziemy podobnego schematu, wręcz przeciwnie. Nie ma zawiłej intrygi kryminalnej, winowajca jest znany od samego początku, rozwój akcji dość przewidywalny, policjant zajmujący się sprawą nie wzbudza sympatii, a zakończenie pozostawia pewien niesmak i niezadowolenie. Brzmi mało zachęcająco, prawda? Otóż pozory mogą mylić, już wyjaśniam. Historia nie opiera się wyłącznie na jednym wątku, mamy tu jakby trzy odrębne historie, ale to sytuacja Lydi jest głównym tematem, a reszta to tylko tło, aby nie było zbyt monotonnie. Tak naprawdę nie potrzeba zagadek i nieoczekiwanych zwrotów akcji, aby zaintrygować czytelnika. Książka i bez tego potrafi trzymać w napięciu i wywołać emocje, począwszy od współczucia, poprzez niedowierzanie, irytację, a kończąc na wzburzeniu. Sprawca całego zamieszania jest zarazem ofiarą i trudno kibicować policji, a prowadzący śledztwo okazał się po prostu łajdakiem. Strasznie mnie irytowała ta postać i nie mogę go nazwać bohaterem pozytywnym, kierował się swoim widzimisię, po drodze chyba zgubił sumienie, a chcąc być wierny swojemu przyjacielowi, spartolił robotę. W tym przypadku relacje dobry-zły okazują się dość dyskusyjne i nie można z emfazą powiedzieć, że morderca to wredna szuja i dobrze, że dostał za swoje.

Głównym motywem Dziewczyny, która chciała się zemścić jest handel ludźmi. Słyszy się historie, że młode dziewczyny wyjeżdżają za pracą wiedzione obietnicami, a kończą w jakieś melinie zmuszane do prostytucji. I taki obrazek jest właśnie przedstawiony w tej książce, dosadnie i brutalnie. Autorzy skrupulatnie się przygotowali do napisania powieści, wcześniej zaznajamiając się z rozmowami z wykorzystywanymi kobietami i przesłuchując protokoły z posiedzeń sądowych. Bohaterowie książki są oczywiście fikcyjni, ale sama historia nie jest wyssana z palca, Dziewczynę, która chciała się zemścić można potraktować w pewnym stopniu jako reportaż o handlu żywym towarem. Ten cały wątek sensacyjny był tłem, może nawet pretekstem, by przedstawić problem, o którym się nie mówi i z którym nie da się wygrać. Książka pokazuje, że ta machina cały czas jest napędzana i nie można tego zatrzymać. Polecam przeczytać posłowie, tam autorzy również sporo wyjaśniają.

Pojawia się też wątek narkomanii, wyraźnie widać, jak szybko narkotyki niszczą życie i to nie tylko osoby uzależnionej, ale również jej rodziny, która nie jest w stanie pomóc. Albo jeszcze wątek policjanta, który ma swoją obsesję i za wszelką cenę pragnie wsadzić za kratki człowieka, którego oskarża o swoją osobistą tragedię. Bez wątpienia to jednak handel ludźmi robi tu największe wrażenie. Na pewno nie warto się kierować porównaniami do Larssona, czy Mankella i jeśli liczycie na kryminalne zagadki i tym podobne szmery-bajery, to możecie się poczuć rozczarowani. Dziewczyna, która chciała się zemścić to bardzo sugestywna, pełna realizmu historia o młodych dziewczynach, których marzenia o lepszym życiu pryskają, jak tylko zamkną się za nimi drzwi burdelu. Trudno ocenić książkę w kategorii dobra-kiepska, ale na pewno daje do myślenia.