środa, 13 listopada 2019

Instytut - Stephen King


Koszmar uzdolnionych 

Dawno się z Panem Kingiem, Mistrzem Grozy i Horroru, nie widziałam. Mieliśmy dłuższą przerwę i to bez żadnego konkretnego powodu. Mroczne historie opowiadane po zmroku, kiedy to wilki wiją w oddali, a wicher uderza gałęziami drzew w szyby okienne, czekały na swój idealny moment. I nadejszła ta wiekopomna chwila za sprawą „Instytutu”. Dałam się skusić na najnowszą powieść Stephena Kinga i uzmysłowiłam sobie, że naprawdę stęskniłam się za tym jego gawędziarstwem i charakterystycznym stylem.

Tytułowy Instytut to miejsce, które skupia wyjątkowych ludzi. A właściwie dzieci o nadprzyrodzonych umiejętnościach. Niektóre z nich mają zdolności telepatyczne, inne z kolei bawią się telekinezą. Haczyk polega na tym, że te dzieciaki są porywane z domów i siłą przetrzymywane w nowym miejscu, gdzie zostają poddane koszmarnym badaniom. Gdy na radarze tajemniczych ludzi pojawia się Luke, powoli zaczynają się schody. Chłopak niby potrafi przesunąć puste pudełko po pizzy, nie dotykając go, ale jego wyjątkowość polega na czymś innym – jest diabelnie inteligentny, czego zdaje się nikt nie docenił. I to był pierwszy błąd.

Lubię u Kinga to długie wprowadzenie do meritum sprawy. Kreśli sylwetki bohaterów i powoli przedstawia miejsce, w którym spędzimy trochę czasu. Pozwala to wczuć się w atmosferę zamkniętego Instytutu, gdzie, jak się można domyślać, dzieją się dziwne rzeczy. Nie od razu poznajemy wszystkie tajemnice tego miejsca (zwłaszcza Tylna Połowa budzi zainteresowanie, ale też trochę wieje strachem przed nieznanym). Za to dość dobrze zaprzyjaźniamy się z dzieciakami i personelem. Chociaż w przypadku personelu przyjaźń nie jest odpowiednim słowem. Tych ludzi można znienawidzić i torturować w wyobraźni na wszelakie sposoby. Doceniam warstwę psychologiczną powieści, ponieważ są tutaj pokazane emocje, różne zależności między bohaterami i wyszło to wiarygodnie. King ma dryg do autentycznego przedstawienia psychologii postaci.

Wciągnęła mnie ta historia i rozbudziła ciekawość. Zastanawiałam się, jaki cel ma Instytut i po co tak męczą te dzieciaki. Pojawia się tutaj ciekawy wątek parapsychiczny, ale wyjątkową grozę budzą ci dorośli bohaterowie i ich całkowity brak empatii i bezduszne trzymanie się wytyczonego celu w starciu z bezradnością dzieci. Zakończenie pozostało we mnie uczucie niedosytu, ale mimo to uważam „Instytut” za niezłą powieść. King ma dar opowiadania i cieszę się, że dałam się porwać w tę kingowską rzeczywistość.

Lubicie twórczość Stephena Kinga czy może jeszcze jej nie znacie? Jaka jego książka zrobiła na Was największe wrażenie? Mnie bardzo podobało się "Dallas '63". :)

"Instytut", Stephen King, przekład: Rafał Lisowski, wydawnictwo: Albatros, stron: 672

2 komentarze:

  1. Wieki nie czytałam już Kingo. Czas chyba do niego wrócić. "Dallas `63" rewelacyjna powieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To całkiem dobry pomysł. :) Ja właśnie sięgnęłam po dłuższej przerwie po książkę Kinga i był to udany powrót, powieść idealnie wpasowała się w ten jesienny czas. ;)

      Usuń